Katarzyna Kozłowska: mediator

Tekst w oryginale pojawił się w czasopiśmie „Claudia,” nr3 (287), marzec 2017, str. 94.
Więcej informacji o mediacji: https://www.twojczas-psychoterapia.pl/mediacje-rodzinne-2/

 

Rozwodzę się z mężem. 17 lat temu zbudowaliśmy dom, za który w większości zapłacili moi rodzice. Nie mamy tego „na papierze,” a teraz mąż chce połowy domu, bo twierdzi, że włożył dużo pieniędzy w jego utrzymanie. Uważam, że to niesprawiedliwe, ale nie chcę „prania brudów” przed sądem. Co robić?

 

Choć sytuacja jest trudna i na pewno kosztuje was dużo nerwów, spróbujcie dać sobie szansę na dogadanie się. I zanim pójdziecie do sądu, zachęcam do podjęcia mediacji. Dlaczego? W waszej sprawie może być trudno zaprosić świadków do sądu, pokazać faktury udowadniające, kto włożył więcej pieniędzy w dom. A w ramach dwóch, trzech spotkań z mediatorem już może dojść do podpisania ugody, która zatwierdzona przez sąd uzyskuje moc prawną. Dzięki temu sprawę można zakończyć w krótkim czasie bez tzw. „prania brudów.”

Proszę nie tracić nadziei. To, że do tej pory nie udało wam się porozumieć, nie oznacza, że pozostaje tylko sąd. Mediatorzy pomogą wam odpowiedzieć sobie na pytania: „Na czym mi naprawdę zależy?,” „Co mogę zyskać, znając małżonka przez 17 lat, a o czym wiem, ze się nie uda, nawet jeśli będę walczyć latami?” albo „Czy chęcią wywalczenia pieniędzy chcę ukarać partnera za to, że mnie skrzywdził?” To uporządkuje wasze myśli. Podczas mediacji jest okazja, aby wysłuchać w spokoju argumentów drugiej strony i najczęściej nie jest to już małżeński ping-pong słowny. Bycie w bezpiecznym otoczeniu, przy bezstronnych mediatorach wychładza emocje.

Proszę też mieć na względzie, że mediator nie zaproponuje gotowych rozwiązań. Możemy mówić o tym, jak inne pary radziły sobie w tego typu sprawach. Ale każde rozwiązanie musi być wypracowane przez małżonków.

 

 

Od strategii do taktyki

W poprzednich naszych wpisach poświęcaliśmy uwagę komunikacji w związkach: przedstawialiśmy sposoby, jak skuteczniej mówić o własnych potrzebach, oraz jak wspólne rozwiązywać problemy. Opisane w tych artykułach porady wyznaczają użyteczną i efektywną strategię ogólnego postępowania – do jakiego stylu komunikowania się dążyć.

Każdy z nas jednak ma swój osobisty styl komunikacji: preferuje pewne sposoby wchodzenia w kontakt, unika innych, jest wyczulony na pewne sygnały od drugiej osoby, itp. W związku z tym, każda osoba, chcąc stosować wyżej wymienione porady, będzie to robiła na własny, indywidualny sposób. Biorąc pod uwagę to zróżnicowanie w sposobach mówienia i komunikacji, dzisiaj przyjrzymy się kwestii komunikacji w związku w bliższej – taktycznej – perspektywie.

 

Blokady w komunikacji

Dr Margot E. Brown, terapeuta par, opisuje szereg tzw. blokad w komunikacji, które nie pozwalają na konstruktywny dialog czy rozwiązanie problemu. Mechanizmy ich działania przypominają do pewnego stopnia zniekształcenia poznawcze  – opierają się na nazbyt ogólnych, nawykowych sposobach myślenia o partnerze i o tym, co chce on wyrazić. Brak porozumienia na temat istoty problemu spowodowany tego typu zniekształconym podejściem nie tylko powoduje, że problem trwa nadal, ale także sprawia, że problemy są potęgowane: narasta frustracja, zmęczenie, bezsilność… Biorąc pod uwagę konsekwencje, jakie mogą powodować, terapia par często adresuje (między innymi) blokady w komunikacji.

Podobnie jak w przypadku zniekształceń poznawczych w naszym toku myśli, tak również w naszej komunikacji między sobą warto przyjrzeć się nie tylko temu, co mówimy, ale też – w jaki sposób tym mówimy:

 

Wyciąganie bezpodstawnych wniosków: „Nie odzywa się… Musi być na mnie zły/zła.”

Wnioski, do których dochodzimy nawykowo (bo w przeszłości często się tak zdarzało) niekoniecznie muszą być prawdziwe, a działając na podstawie własnych przewidywań ignorujemy perspektywę partnera. Upewnienie się, czy nasza interpretacja sytuacji jest trafna nie tylko da nam lepsze informacje, ale też pokaże, że zależy nam na tym, aby zrozumieć naszego partnera.

 

Uogólnianie: „Zawsze tak robisz!”

Być może z naszego punktu widzenia pewne zachowania naszego partnera rzeczywiście wydają nam się ustawicznie się powtarzać, jednak stosując ogólniki, zamiast komunikowania naszych potrzeb i emocji – krytykujemy. Zarzut najczęściej wywołuje obronę. Tworzy się napięcie i problem schodzi na drugi plan, zastąpiony „wyciąganiem brudów.” Skuteczniejszym sposobem komunikacji w tym przypadku jest wzięcie odpowiedzialności za własne uczucia: „Czuję się przytłoczony/zdenerwowana tym, że…” W ten sposób pozwalasz swojemu partnerowi objaśnić swoje intencje i wyrazić, co on sam czuje – otwierasz drogę do wzajemnego zrozumienia.

 

Etykietowanie: „Jesteś leniwy/zły/nieczuła/okropna…”

Podobnie, stosując ogólne etykiety nadajemy naszym wypowiedziom krytyczny ton. Być może nasz partner ma inne pojęcie bycia leniwym czy nieczułym, więc nie zdawał sobie sprawy, że jego zachowanie jest dla ciebie nieprzyjemne! Znacznie skuteczniejszym sposobem jest mówienie o partnerze w kategoriach zachowań: „Czuję, że nie poświęcasz mi wystarczająco uwagi.” Nie traktując problemu jako osobistej wady partnera komunikujesz możliwość zmiany, a prezentując własną perspektywę dajesz partnerowi szansę ustosunkowania się do niej. Jest to pierwszy krok do rozwiązania problemu.

 

Obwinianie i krytykowanie:

Jak wspomnieliśmy wyżej, krytyka wyzwala chęć obrony, a ta – kolejnego ataku. Powstaje błędne koło kłótni  i problem pozostaje nierozwiązany. Postaraj się reagować na krytykę asertywnie: poproś partnera, aby nie zwracał się do ciebie w krytyczny sposób.

 

Pytania retoryczne: „Dlaczego to zrobiłeś? Nie wiedziałeś, że tak wyjdzie? Co sobie myślałeś?”

Pod przykrywką chęci zrozumienia partnera w istocie wyrażamy krytykę pod jego adresem. Nie chodzi nam wcale o porozumienie, przez co usłyszane odpowiedzi mogą być odebrane jako równie krytyczne i agresywne. Powstrzymanie się od dawania upustu swoim emocjom na rzecz zadawania rzeczywiście konstruktywnych pytań („Co chciałaś w ten sposób osiągnąć?” „Co innego sugerujesz?”) może być trudne, lecz na dłuższą metę pomoże w zażegnaniu kłótni i osiągnięciu porozumienia.

 

Automatyczne „nie:”

To kolejny przykład uogólniania. Nawet jeżeli rzeczywiście nie zgadzamy się na jakąś sugestię naszego partnera, przyjęcie do wiadomości tego, co ma do powiedzenia („Rozumiem, co masz na myśli…”), a następnie podanie swoich kontrargumentów pokaże twojemu partnerowi, że szanujesz jego zdanie pomimo, że się nie zgadzacie. Być może uda wam się osiągnąć kompromis, a nawet, jeżeli nie – unikniecie złości i krytyki.

 

Wiedza to połowa sukcesu – co dalej?

Być może udało ci się dostrzec wspólny element wszystkich opisanych powyżej blokad w komunikacji – wszystkie u swych podstaw mają nawykowe, automatyczne i ogólnikowe, czarno-białe myślenie: myśli typu „znowu to samo,” „na pewno nie,” czy traktowanie swoich emocji jako kategorycznej prawdy i dawanie im upustu. Złość, frustracja i stres są nieprzyjemnymi emocjami, jednak szybko ustępują, szczególnie, gdy uświadomisz sobie, że powodowane są nie tylko zachowaniem twojego partnera, ale także twoją interpretacją jego zachowania!  Przy odrobinie wysiłku wykształcenie nowych sposobów myślenia i komunikowania się jest możliwe. Nie sprawią one, że z twojego życia całkowicie znikną wszelkie negatywne emocje, jednak pozwoli ci on na skuteczniejsze radzenie sobie z nimi, podobnie, jak naukowiec z większym zapleczem wiedzy jest w stanie skuteczniej rozumieć i wyjaśniać badane zjawiska.

Kiedy odpowiednia jest terapia par?

Jeżeli próby rozwiązania problemów w związku nie przynoszą efektów bądź ty lub twój partner odczuwacie nasilony lęk, stres, smutek,  brak energii, bezsenność, albo utratę zainteresowania i motywacji – odpowiednim rozwiązaniem może okazać się terapia par. Terapeuci dysponują specjalistyczną wiedzą, dzięki której pomogą ci zmienić wywołujące cierpienie zachowania lub nawyki.

 

Autor: Piotr Kałowski
Na podstawie: Margot Brown, „The 72 Hour Rule: A Do-It-Yourself Couples Therapy Book!”

 

Autor: Piotr Kałowski

Jaki jest tak naprawdę cel ma psychoterapia? Ilość problemów, z jakimi można zgłosić się na terapię jest bardzo duża. Co więcej, terapia nie trwa wiecznie, a terapeuta nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego, co może spotkać w życiu jego klientów. Psychoterapia nie poprzestaje więc na rozwiązaniu jednego, obecnego w życiu klienta problemu –terapeuta dąży również do przekazania klientowi wiedzy, która pozwoli mu na skuteczne samodzielne radzenie sobie z przykrymi rzeczami, gdy wystąpią. „Skuteczne” nie oznacza jednak „bezbolesne.” Terapeuta nie obiecuje, że uczyni życie klienta w stu procentach pozytywnym. Może jednak pomóc w zrozumieniu i akceptacji własnych emocji, co może mieć zasadnicze znaczenie.

 

Po co nam emocje?

Emocje odgrywają w naszym życiu istotną rolę – badania psychologiczne wykazały istnienie sześciu podstawowych emocji (radość, zaskoczenie, smutek, złość, obrzydzenie, strach), uniwersalnych dla całego gatunku ludzkiego. Naukowcy uważają, że odczuwanie i wyrażanie emocji zostało wykształcone na drodze ewolucji, a więc stanowi mechanizm adaptacyjny – pomaga w przeżyciu. I tak, strach jest sygnałem, że trzeba uciekać. Obrzydzenie – że lepiej czegoś nie dotykać. Złość – że czas zawalczyć o swoje, a radość – że możemy odetchnąć i na przyszłość powinniśmy do takiego właśnie stanu dążyć.

W dzisiejszych czasach środowisko nie jest jednak aż tak niebezpieczne i te „stare” mechanizmy czasami przestają pasować. Strach i ucieczka przed dzikim zwierzęciem to jak najbardziej właściwe i pomocne reakcje, jednak strach i ucieczka przed spotkaniem z szefem w pracy już nie. Czasami wiec te mechanizmy stają się zbyt sztywne. Bywa także, że w wyniku doświadczeń życiowych niektóre emocje i wywołujące je zdarzenia zaczynają mieć specjalne, negatywne znaczenie (wyobraźmy sobie np. osobę, która w młodszym wieku była mocno karana za przejawianie złości). Jak widzimy, nie ma tak naprawdę „złych” emocji – wszystko zależy od sytuacji, w której występują oraz od tego, jak na ni reagujemy.

Niechęć do odczuwania przykrych emocji jest jednak naturalna. Co za tym idzie, próby ich wypierania, zastępowania ich innymi (np. reagowanie złością na uczucie smutku, czy też lękiem na uczucie złości) lub unikana sytuacji, które je wywołują na krótką metę rzeczywiście przynosi ulgę – udaje nam się uniknąć cierpienia. Te próby mogą zaskakująco szybko przerodzić się w nawyk – tendencja do unikania emocji stanie się coraz silniejsza.

 

Gdy emocje są niechciane

Niestety, nie da się całkowicie wyeliminować z życia cierpienia, a co za tym idzie, unikanie konfrontacji z nieprzyjemnymi emocjami czy sytuacjami może powodować dalsze trudności (zaległości w pracy, niewykorzystane okazje), a także potęgować cierpienie, wywołując wstyd lub poczucie winy („Dlaczego tak robię? Dlaczego nie mogę przestać? Co jest ze mną nie tak?”). Powstaje błędne koło, w którym próba rozwiązania początkowego problemu (trudne emocje) nie tylko go utrzymuje, ale także pogarsza (przysparza więcej cierpienia).

Dlaczego tak się dzieje? Unikanie przykrych emocji odbiera nam szansę na zmierzenie się z nimi w rzeczywistości i nabranie doświadczenia, że mimo, iż faktycznie strach, smutek czy złość bywają trudne do zniesienia, to jednak zawsze mijają i mimo, że nie możemy zawsze ich unikać, to zawsze mamy wybór, jak na nie reagować. Pierwszym krokiem do zwiększenia w ten sposób świadomości swojej psychiki jest akceptacja własnych emocji i zrozumienie ich natury jako pomocnej funkcji naszego organizmu, która jednak nie zawsze odpowiada zewnętrznej sytuacji.

 

Oswoić się z tym, co czujemy

Właśnie w tym pomaga psychoterapia. Terapeuta akceptuje swojego klienta, pragnie go zrozumieć i to zrozumienie mu okazać. Dzięki temu w trakcie terapii klient ma szansę przekonać się, że jego obawy nie zawsze są prawdziwe – nie wszyscy będą reagowali na niego niechęcią, agresją, czy odrzuceniem. Terapeuta może także wspierać klienta w stopniowym konfrontowaniu się z emocjami i sytuacjami, których dotychczas unikał, przez co klient przekona się, że jest w stanie je znieść, nawet jeżeli są one dla niego kompletnie przerażające, jak np. ataki paniki. Wreszcie, w terapii jest miejsce na zastanowienie się nad swoimi przekonaniami na temat siebie, świata i innych ludzi które wywołują trudne emocje. Na przykład, wieść o spotkaniu z szefem będzie budziła lęk, jeżeli osoba przekonana jest o własnej bezradności, natomiast jeżeli osoba jest świadoma swoich mocnych stron i zdolności radzenia sobie – znośny poziom stresu lub nawet zaciekawienie.

Warto pamiętać także, że skoro emocje są naturalne, terapeuta nie będzie zachęcał klienta do kompletnego pozbycia się lęku, smutku, czy agresji. Zamiast tego, chodzi o zwiększenie elastyczności własnych przekonań. Na przykład, perfekcjonizm, u podłoża którego leży przekonanie, że łatwo jest popełnić katastrofalny błąd czasami powoduje nadmierny stres i lęk, jednak w innych sytuacjach idąca w parze z nim wytrwałość i pracowitość mogą okazać się bezcenne. Ponownie – ciężko jest mówić o „złych” emocjach, ponieważ na każdą z nich jest czas i miejsce, a na każdą z nich możemy świadomie reagować.

Co najważniejsze, zdolności, jakie daje psychoterapia – akceptacja własnych emocji, świadomość ich niestałej, przemijającej natury i wiedza na temat tego, jak możemy się wobec nich zachować  – to zdolności uniwersalne – raz zdobyte odnoszą się do praktycznie każdej trudnej sytuacji i o ile nie gwarantują błogiego, bezbolesnego życia, to na pewno pomogą w skutecznym radzeniu sobie z przeciwnościami losu.