Uśmiech jest utożsamiany w naszej kulturze z radością, poczuciem szczęścia i satysfakcji, dążymy do tego by jak najczęściej gościł na naszych twarzach. Szukamy powodów do odczuwania pozytywnych emocji, a może wszystko robimy w złej kolejności?

 

Od zarania dziejów podkreślano silny związek między duchem a ciałem, sferą fizyczną
i psychiczną naszego funkcjonowania. Ta idea doprowadziła Fritza Stracka do przeprowadzenia zdumiewającego eksperymentu. W badaniu wzięły udział dwie grupy osób, które miały za zadanie ocenić na ile prezentowane ilustracje są według nich zabawne. Pierwsza grupa badanych trzymała ołówek w zębach, co angażowało mięśnie odpowiadające za ekspresję uśmiechu, natomiast druga grupa trzymała ołówek w ustach, co skutkowało zaangażowaniem mięśni, tworzących smutną minę. Wyniki okazały się być bardzo ciekawe, ponieważ osoby z grupy „uśmiechającej się” w porównaniu do osób z grupy „ze smutną miną” oceniały te same, neutralne obrazki jako bardziej zabawne. Oznacza to, że poprzez zmuszenie naszych mięśni do uśmiechu, czujemy się również bardziej radośnie.
To powiązanie między odczuwanymi emocjami a ekspresją mimiczną twarzy jest określane
w nauce jako ekspresyjne sprzężenie zwrotne i polega na dostosowaniu stanu emocjonalnego do aktualnego stanu napięcia mięśni twarzy.

 

Wspomniany wyżej eksperyment pokazał, że w tak prosty sposób możemy chwilowo oszukać nasz mózg, by poprawić sobie odrobinę nastrój. Taka doraźna metoda poprawy samopoczucia nie sprawdzi się niestety w poważnych kryzysach czy życiowych problemach, z którymi lepiej udać się na konsultację do specjalisty. Nie warto zachęcać osób w depresji do sztucznego uśmiechania się, ponieważ takie słowa mogą być odczytane jako sygnał braku akceptacji, że ktoś może czuć się smutny, odczuwać negatywne emocje. Rozdźwięk między odczuwanym w zaburzeniach nastroju smutkiem, melancholią a radością, szczęściem i spełnieniem jest zbyt duży by regulować go za pomocą ekspresji mimicznej. Prosty uśmiech nie jest niestety lekiem na całe zło.

 

Odkrycie Stracka nie jest jednak bezużyteczne, czasem możemy delikatnie wpłynąć na swoje odczucia poprzez ekspresję mimiczną naszej twarzy, szczególnie gdy mamy neutralny nastrój. Związek ciała i psychiki jest niesamowicie silny i kryje zapewne wiele ciekawych tajemnic.

 

 

Strack, F., Martin, L. L., & Stepper, S. (1988). Inhibiting and facilitating conditions of the human smile: a nonobtrusive test of the facial feedback hypothesis. Journal of personality and social psychology, 54(5), 768.

 

Autor: Magdalena Bawolak

 

Perfekcjonizm jest uznawany w naszej kulturze za cechę pozytywną, uważa się, że im bliżej ideału jesteśmy, tym lepiej. Ciągle dążymy do doskonałości i karzemy się za błędy. Narzucamy sobie nowe i coraz bardziej skomplikowane wyzwania, a brak ich spełnienia skutkuje doświadczaniem poczucia winy. Jeśli utożsamiasz się z powyższym opisem, warto zastanowić się czy  nie wymagasz od siebie zbyt wiele?

 

Wbrew pozorom perfekcjoniści nie mają idealnego życia. Szereg badań wykazał, że takie osoby są bardziej podatne na depresję, lęk, zaburzenia snu, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, zaburzenia odżywiania czy zespół chronicznego zmęczenia. Odczuwają ciągły niepokój związany z obawą przed byciem niewystarczająco dobrym. Zdobywanie nawet wielkich osiągnięć nie jest odczuwane jako wystarczająco nagradzające, nie cieszy wcale tak bardzo. Dzieje się tak dlatego, że perfekcjoniści skupiają się na tym co mogli zrobić lepiej lub co mogą zrobić lepiej w przyszłości. Stawiają sobie poprzeczkę coraz wyżej i wyżej, nie zwracając uwagi na poprzednie sukcesy. Często nie potrafią cieszyć się chwilą, ponieważ wybiegają myślami w przyszłość, zastanawiając się w jakie nowe wyzwanie mogliby się zaangażować.

 

Dążenie do doskonałości jest bardzo męczące, ponieważ wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas ma lepsze czy gorsze momenty. Czasem trzeba pozwolić sobie na chwilę słabości i umieć odpuścić. Pozytywne samopoczucie wynika po części z tego jak sami siebie traktujemy. Będąc dla siebie wyrozumiałym i szanując swoje potrzeby budujemy wewnętrzną siłę, niezbędną do realizowania własnych celów. Nadmierny samokrytycyzm może doprowadzić do chronicznego poczucia bycia gorszym, słabszym i odczuwania niezadowolenia z podejmowanych działań. Finalnie, może to skutkować zaniechaniem jakiejkolwiek aktywności, w obawie że nie zrobimy czegoś tak dobrze, jak byśmy chcieli. Takie podejście może naprawdę negatywnie wpływać na nasze funkcjonowanie ze względu na odraczanie podjęcia ważnych decyzji lub działań, co jest spowodowane lękiem przed doświadczeniem porażki.

 

Samorozwój i stawianie sobie kolejnych ambitnych celów do realizacji jest bardzo ważnym elementem naszego życia, ale jak do wszystkiego trzeba podchodzić do tego „z głową”. Równowaga między byciem surowym i pobłażliwym dla siebie samego wydaje się być kluczem do doświadczania satysfakcji z podejmowanych przez siebie działań. Nie zawsze jednak jesteśmy w stanie znaleźć „złoty środek”, ponieważ wymagania otoczenia rzadko są spójne z naszymi własnymi potrzebami. Często musimy rezygnować z ważnych dla siebie rzeczy, by zaspokoić potrzeby otoczenia. Prawdziwi specjaliści są w stanie pomóc nam w osiągnięciu tego zdrowego balansu, do którego powinniśmy dążyć.

 

Szczucka, K. (2010). Polski kwestionariusz perfekcjonizmu adaptacyjnego i dezadaptacyjnego. Psychologia Społeczna, 5(1), 13.

 

Autor: Magdalena Bawolak

Czym właściwie jest zdrada? Kiedy zdrada zachodzi, a kiedy nie zachodzi? A poza tym, dlaczego już samo pytanie o granice zdrady jest kontrowersyjne? Przewrotnie zapytać można czy pytanie o granice żenady również obarczone są takim ładunkiem emocjonalnym jak granice zdrady? Może będzie to zaskakujące, ale zdradę się bada. A żeby coś zbadać, trzeba to zdefiniować, podzielić i zmierzyć.

 

Tabu

Zastanówmy się jednak nad otoczką tabu, która jest udziałem zdrady. Jeżeli coś jest tematem tabu, oznacza to zwykle, że unika się rozmawiania czy wręcz nawet wspominania o tym. Niektórzy znawcy etykiety twierdzą, że już zasugerowanie istnienia tabu w niektórych kontekstach odebrane może być jako afront. Tematem tabu zwykle stają się wydarzenia i procesy społeczno-obyczajowe — wśród nich także zdrada. Takie tematy mogą być niebezpieczne, wstydliwe lub zagrażające. Czasem mówi się, że naruszają pewną strefę symboliczną, która jest uważana za świętą [1]. Nic więc dziwnego, że zdrada jest tematem tabu — jej zaistnienie może uruchamiać silne negatywne emocje. Poza tym zdrada potocznie skorelowana jest ze sferą seksualną, o której — jako o sferze prywatnej — zwyczajowo się nie mówi.

Definicyjne aspekty

W słowniku języka polskiego dowiemy się, że zdrada oznacza (w ujęciu, o którym tutaj mówimy) niedochowanie wierności małżeńskiej lub partnerskiej [2]. Ta definicja odsyła nas do pojęcia wierności. Jednocześnie z definicji nie dowiadujemy się o różnych aspektach czy rodzajach zdrady. Tym bardziej, że możemy mówić o paru jej formach: seksualnej (najbliższa rozumieniu potocznemu), emocjonalnej czy społecznej. Zdrada seksualna najczęściej przedstawiana jest jako zachowanie tzw. ryzykowne [3]. Zdrady możemy podzielić także na jedno- (gdy jedna osoba nie wie o tym, że jest zdradzana) oraz dwustronną (gdy obie strony nie wiedzą, że zdradzają się wzajemnie). Mówi się także czasem o zdradzie kontrolowanej (czy też umyślnej), a przeciwstawia się ją zdradzie przypadkowej [4]. Warto jednak pamiętać, że w zdradzie musi wystąpić efekt niewiedzy — przynajmniej jedna strona w związku monogamicznym nie może być tego procederu świadoma.

 

Czy istnieje zdrada? Tak, istnieje w kulturze i w obyczajach od tysięcy lat. Jest tematem tabuizowanym, a przez to potocznie nieostrym. Zdrada nie musi być oparta na tle seksualnym. Zakochanie się w innej osobie, pomimo zaangażowania w związek monogamiczny, również może być uznane za zdradę. Przekłamaniem jest więc mówienie o zdradzie tylko jako o czynności bądź wydarzeniu związanym ze sferą seksualności.


Autor: Paweł Zalewski

[1] Polkowska, L. (2017). Tabu – wartość czy antywartość, czyli o pojęciu tabu we współczesnych polskich tygodnikach opinii. Studia Medioznawcze 3(70), 117-129.
[2] https://sjp.pwn.pl/sjp/zdrada;2545299.html.
[3] Grabowska, M. (2014). Wychowanie seksualne a ryzykowne zachowania seksualne młodych dorosłych. Rocznik Lubuski 1(40), 177-191.
[4] Grunt-Mejer, K. (2014). Od monogamii do poliamorii: społeczny odbiór związków niemononormatywnych. Studia socjologiczne 4(215), 159-181.

Coraz częściej, choć nadal zbyt mało, mówi się o DDA, czyli Dorosłych Dzieciach Alkoholików. Okazuje się, że w tej specyficznej grupie ludzi mogą występować pewne objawy, które wpływają negatywnie na funkcjonowanie, niekiedy stanowiąc trudną do pokonania barierę w kierunku pożądanego życia, ponieważ przeszłość ogranicza ich teraźniejszość.

Warto zaznaczyć, że choć wspomniane objawy występują, to jednak nie u każdego będą one na tyle nasilone, aby kwalifikowały się na psychoterapię. Objawy takie jak nieufność, skłonność do ryzyka i ciągła potrzeba kontrolowania mogą być w życiu niektórych pożądanymi cechami, które nie sprawiają, że potrzeba zmiany. Część z DDA radzi sobie poprzez nauczenie się od osób na swojej drodze życiowej ufności bliskości i oddzielania przeszłości od teraźniejszości. Na psychoterapię indywidualną kwalifikują się głównie osoby, które nie są zadowolone ze swojego dotychczasowego życia i chcą zrozumieć, jak ich przeszłość wpływa na teraźniejszość.

Negatywne przeżycia z dzieciństwa mogą wpływać na budowanie relacji w dorosłym życiu. Terapia DDA to głównie pomoc dotycząca nazwania i uporządkowania określonych przeżyć związanych z trudną sytuacją z dzieciństwa, zrozumienia tej sytuacji, pozbycia się poczucia winy i ponoszenia odpowiedzialności za emocje i decyzje innych osób, na koniec zaś – podniesienia satysfakcji z obecnego życia.

Psychoterapia DDA nie opiera się jedynie na poradach psychologicznych. Jest to proces dochodzenia do zmiany postrzegania własnego życia, czasem nawet zmiany postępowania czy osobowości. Jej celem jest zwykle uświadomienie negatywnych konsekwencji, które rzutują na życie osoby. Tak intensywne zmiany wymagają profesjonalnej pomocy psychologicznej.


Autor: Paweł Zalewski

Terapia par jest zapewne kojarzy się najbardziej z problemami w związku. Pod tym kątem przedstawialiśmy również terapię par we wcześniejszych wpisach na naszym blogu. Jakkolwiek komunikacja między partnerami jest bardzo istotna i może sama w sobie stanowić temat do pracy w psychoterapii, terapia par jest także możliwością, gdy jedna osoba w związku cierpi na depresję lub inny problem emocjonalny czy psychologiczny.

Dlaczego?

Przede wszystkim, objawom depresji bardzo często towarzyszą silne negatywne przekonania na swój temat – „To moja wina.” Smutek, brak energii i poczucie winy mogą prowadzić do wycofywania się z dotychczasowych aktywności, a także wiele problemów życiowych, takich jak zaniedbywanie obowiązków czy nawet utrata pracy. Partner osoby cierpiącej na depresję może natomiast czuć niepokój, frustrację, czy również poczucie winy – „Mi też jest ciężko, a jakoś się nie załamuję!” „Dlaczego nic nie pomaga? Czy to przeze mnie?” Powstaje sytuacja, gdzie obie osoby, pomimo szczerych chęci „pozbierania się” i okazania wsparcia, mają problemy z porozumieniem się.

 

Terapia par w przypadku depresji to więc, poza pracą nad łagodzeniem objawów, okazja do:

– Wyrażenia swoich uczuć, obaw i trosk wobec partnera w bezpieczny i konstruktywny sposób.

– Zdobycia wiedzy, czym jest depresja, co pomoże zmienić nastawienie wobec partnera na bardziej wspierające.

– Nauczenia się, jak pomóc partnerowi w zmaganiu się z depresją.

– Okazanie partnerowi akceptacji i chęci pomocy.

– Wypracowania wspólnych aktywności i sposobów komunikacji, które poprawią jakość związku i pomogą lepiej radzić sobie ze stresem w przyszłości.

Warto nadmienić, że terapeuta pracujący z parą nie kieruje się żadną konkretną ideologią i nie ma własnego pomysłu na idealny związek, który będzie forsował.  Nie będzie także przyjmował stron i obwiniał czy krytykował. Celem terapeuty będzie przede wszystkim pomóc parze zrozumieć się nawzajem i wprowadzić w ich związku takie zmiany, które oboje akceptują, pragną i są w stanie wprowadzić. Depresja poważnie zakłóca funkcjonowanie i sprawia, że często brakuje energii, motywacji i wytrwałości do pracy. Warto więc zastanowić się nad wspólnym zasięgnięciem pomocy u specjalisty – zarówno, aby poradzić sobie z obecnym epizodem, jak również aby sprawniej radzić sobie z przyszłymi trudnościami.

 

Autor: Piotr Kałowski

Autor: Piotr Kałowski

Powtarzane co pewien czas naukowe badania skuteczności psychoterapii ustawicznie wykazują, że przeważająca większość osób podejmujących terapię z powodu problemów emocjonalnych czy psychologicznych uzyskuje znaczącą i trwałą poprawę. Co więcej, wiele osób podejmuje terapię nie po to, aby poradzić sobie z nękającym ich problemem, ale w celu rozwoju osobistego.

Jak natomiast wygląda sprawa z psychoterapią par? Wydawać by się mogło, że związki interpersonalne są tak złożonymi i dynamicznymi układami, że nie sposób jest zrozumieć ich istotę i zaoferować pomoc w osiągnięciu zmiany. Nic bardziej mylnego! Terapia par oferuje efektywne, dopasowane do indywidualnych potrzeb i charakterystyk klientów sposoby na szeroką gamę problemów i trudności. Przyjrzyjmy się bliżej niektórym z nich – warto pamiętać, kiedy profesjonalna pomoc psychologiczna może być właściwym rozwiązaniem.

 

Pozytywna zmiana, nie tylko złagodzenie problemu

Twierdzenie, że terapia par polega tylko na otrzymywaniu od terapeuty porady, co zrobić w konkretnej sytuacji jest dużym uproszczeniem. Terapeuta przede wszystkim szanuje indywidualność pary i łączącego ją związku – nie stara się być wszechwiedzącym ekspertem od tego, jak należy ze sobą być. Zamiast tego, terapia par może być podjęta aby usprawnić wzajemną komunikację w związku i wykształcić skuteczniejsze sposoby rozwiązywania wszelkich konfliktów, niezależnie od ich istoty. W wielu przypadkach „trudne” związki wcale nie doświadczają większej ilości konfliktów – po prostu brakuje im umiejętności dochodzenia do kompromisu. Dla takich par, terapia będzie skupiała się na tym, w jaki sposób osoby w związku mówią o swoich uczuciach i potrzebach, jak są odbierane oraz jak można zmniejszyć ewentualne bariery w rozumieniu się nawzajem. W tym celu terapeuta może np. uczyć osoby parafrazować, co usłyszały, zanim udzielą na to odpowiedzi (sposoby skutecznej komunikacji omawialiśmy w jednym z poprzednich naszych wpisów).

Inne pary z kolei sprawnie się komunikują, ale brakuje im konkretnych zdolności rozwiązywania problemów. W takich przypadkach, terapeuta pomaga wypracować plan działania, uczy ogólnych reguł i umiejętności, a czasami także pracuje z parą nad kwestiami nieuświadomionych motywacji blokujących rozwiązania (np. zbyt sztywne rozumienie ról płciowych). Jak więc widzimy, terapia par to nie tylko pomoc w bieżącej sprawie, ale także inwestycja w jakość związku.

 

Praca nad sobą – w związku

Bywa również, że problemy i konflikty wynikają nie z bieżących sytuacji, a z oczekiwań osób w związku wobec siebie lub ich przekonań na temat tego, jak związek powinien wyglądać. Wtedy praca w terapii skupia się bardziej na „samej psychologii:” terapeuta pomaga osobom w związku eksplorować własne myśli i uczucia i prowadzi z nimi dialog dążący do wypracowania bardziej elastycznych oczekiwań i przekonań. Oczywiście, najważniejsze jest samopoczucie osób w związku – terapeuta nie ma prawa nakazywać i zmuszać. Pełni raczej rolę przewodnika w samodzielnym rozwoju i podejmowaniu decyzji.

Co za tym idzie, w przypadku, gdy para rozważa zakończenie związku, terapeuta również nie przystaje przy konkretnej opcji. Zamiast tego, pomaga rozważyć wszelkie plusy i minusy, wyrazić wszelkie emocje, obawy i rozterki oraz ujawnić skrywane urazy. Dzięki temu, jeżeli jednak dojdzie do rozstania, przebiegnie ono w bardziej dojrzały emocjonalnie sposób – z jak najmniejszą ilością tzw. „bagażu.

Wreszcie, wiele zaburzeń psychicznych leczonych jest również w terapii par (oraz rodzin). Włączenie partnera czy małżonka do terapii depresji czy zaburzeń lękowych, a także schizofrenii oraz dysfunkcji seksualnych, często zwiększa jej skuteczność. Druga osoba zyskuje natomiast sposób na konstruktywną pomoc cierpiącemu partnerowi.

 

Przeciwwskazania?

Terapię par warto więc rozważyć w wielu przypadkach: zarówno, gdy jedna z osób w związku zmaga się z zaburzeniem, gdy chcemy poprawić jakość naszego związku (poprzez lepszą komunikację lub skuteczniejsze rozwiązywanie problemów) oraz gdy wspólnie rozważamy jego zakończenie. Czy są jednak sytuacje, gdy terapia par może okazać się nieskuteczna?

Jedno z podstawowych założeń, jakie przyjmuje każdy terapeuta par mówi, że osoby w związku są sobie równe. Co więcej, wszelkie problemy traktowane są jako coś wspólnego (hyperlink do poprzedniego wpisu). Oczekiwanie, że dzięki terapii par jedna z osób w związku zostanie potwierdzona jako „winna,” oficjalnie przeprosi i zadośćuczyni za swoje przewinienia blokuje osiągnięcie jakiegokolwiek kompromisu i równości. Podobnie rzecz będzie wyglądała, jeżeli jedna osoba kategorycznie pragnie zakończyć związek a druga próbuje ją od tej decyzji odwieść – terapeuta par nie może być stronniczy. Sytuacje, które najpewniej nie zostaną rozwiązane przez podjęcie wspólnej terapii to także aktualna relacja miłosna jednej z osób poza związkiem oraz uzależnienie od alkoholu lub narkotyków.

Powyższe sytuacje są poniekąd krańcowymi wyjątkami. W wielu innych przypadkach terapia par oferuje skuteczną pomoc, nie tylko w leczeniu zaburzeń psychicznych jednej osoby w związku – może również okazać się niezwykle cennym krokiem w stronę lepszego wspólnego życia.

Katarzyna Kozłowska: mediator

Tekst w oryginale pojawił się w czasopiśmie „Claudia,” nr3 (287), marzec 2017, str. 94.
Więcej informacji o mediacji: https://www.twojczas-psychoterapia.pl/mediacje-rodzinne-2/

 

Rozwodzę się z mężem. 17 lat temu zbudowaliśmy dom, za który w większości zapłacili moi rodzice. Nie mamy tego „na papierze,” a teraz mąż chce połowy domu, bo twierdzi, że włożył dużo pieniędzy w jego utrzymanie. Uważam, że to niesprawiedliwe, ale nie chcę „prania brudów” przed sądem. Co robić?

 

Choć sytuacja jest trudna i na pewno kosztuje was dużo nerwów, spróbujcie dać sobie szansę na dogadanie się. I zanim pójdziecie do sądu, zachęcam do podjęcia mediacji. Dlaczego? W waszej sprawie może być trudno zaprosić świadków do sądu, pokazać faktury udowadniające, kto włożył więcej pieniędzy w dom. A w ramach dwóch, trzech spotkań z mediatorem już może dojść do podpisania ugody, która zatwierdzona przez sąd uzyskuje moc prawną. Dzięki temu sprawę można zakończyć w krótkim czasie bez tzw. „prania brudów.”

Proszę nie tracić nadziei. To, że do tej pory nie udało wam się porozumieć, nie oznacza, że pozostaje tylko sąd. Mediatorzy pomogą wam odpowiedzieć sobie na pytania: „Na czym mi naprawdę zależy?,” „Co mogę zyskać, znając małżonka przez 17 lat, a o czym wiem, ze się nie uda, nawet jeśli będę walczyć latami?” albo „Czy chęcią wywalczenia pieniędzy chcę ukarać partnera za to, że mnie skrzywdził?” To uporządkuje wasze myśli. Podczas mediacji jest okazja, aby wysłuchać w spokoju argumentów drugiej strony i najczęściej nie jest to już małżeński ping-pong słowny. Bycie w bezpiecznym otoczeniu, przy bezstronnych mediatorach wychładza emocje.

Proszę też mieć na względzie, że mediator nie zaproponuje gotowych rozwiązań. Możemy mówić o tym, jak inne pary radziły sobie w tego typu sprawach. Ale każde rozwiązanie musi być wypracowane przez małżonków.

 

Psychoterapia jako usługa

Psychoterapia, terapia par, pomoc psychologiczna, leczenie depresji psychoterapią – czy warto? Czy pomagają? Wydaje się, że w zależności od tego, kogo zapytamy, otrzymać możemy skrajnie różne odpowiedzi. Psychoterapia jest usługą świadczoną przez specjalistę, jednak różni się od innych usług tym, że dotyczy naszych własnych myśli, uczuć, czy zachowań. Co za tym idzie, dla każdej osoby terapia będzie wyglądała nieco inaczej. Istotną wspólną cechą każdej psychoterapii jest jednak fakt, że dobry psycholog czy dobry terapeuta współpracuje z klientem. Po czym poznać, że współpraca ta zmierza w dobrym kierunku?

Gabinet psychologiczny to miejsce specyficznego spotkania, gdzie pomoc psychologiczna i łagodzenie cierpienia to specjalność terapeuty, a wiedza na temat własnego doświadczenia – specjalność klienta. Psychoterapia, w przeciwieństwie do wielu innych usług, wymaga zaangażowania obu tych stron. Terapia to więc coś znacznie więcej, niż tylko porady psychologiczne –to także praca ze strony klienta.

 

Psychoterapia jako wspólna praca nad sobą

Ta praca często bywa trudna lub dotyczy bolesnych tematów, co może być zniechęcające. Skupianie się na negatywnych doświadczeniach czy cierpieniu emocjonalnym może też prowadzić do poczucia, że psychoterapia tylko pogarsza samopoczucie zamiast pomagać. Terapeuci są jednak świadomi, jak wiele praca nad sobą wymaga od klienta, dlatego specjalizują się w empatycznym udzielaniu pomocy i szanowaniu perspektywy klienta. Co więcej, badania kliniczne wskazują, że doświadczenie trudności i cierpienia w trakcie terapii często ma pozytywny wpływ na proces leczenia objawów. Innymi słowy, klient, z pomocą terapeuty, konfrontuje się z własnymi problemami i uczy się, jak sobie z nimi radzić.

To, że psychoterapia bywa trudna świadczy o tym, że terapeuta pragnie pomóc klientowi dotrzeć do sedna problemu. Jest to więc rzeczywista pomoc psychologiczna, nie tylko „wyżalanie się.”

Obniżony nastrój, intensywny lęk czy stres, problemy ze snem i apetytem, ustawiczne napięcie, powracające natrętne myśli, a także wszelkie inne niepokojące uczucia czy zachowania  to objawy wskazujące na to, że należy sięgnąć po pomoc. Pomoc psychologiczna i psychoterapia oraz terapia par oferowane w Centrum Psychoterapii Twój Czas to najwyższej jakości wsparcie udzielane przez wykwalifikowanych specjalistów.

 

Autor: Piotr Kałowski

 

Pracuje w nurcie psychoterapii systemowej.
Prowadzi psychoterapię indywidualną osób dorosłych oraz psychoterapię par, małżeństw i rodzin.

 

Wykształcenie

Psycholog, trener biznesu; absolwent Wydziału Psychologii UW, gdzie przez wiele lat
prowadził zajęcia dydaktyczne przygotowując pracę doktorską na temat przemocy seksualnej;
współpracował również z Uniwersytetem SWPS i Akademią Humanistyczną.

 

Doświadczenie

Ukończył szkolenie z psychoterapii systemowej przy Zakładzie Terapii Rodzin Collegium Medicum UJ, szkolenie z zasad prowadzenia interwencji kryzysowej, wspierania rozwoju osobistego, pomocy psychologicznej.
W swej pracy z klientami nastawiony jest na widzenie jednostki w powiązaniu z innymi członkami systemu w jakiej klient funkcjonuje – czy to będzie para, rodzina z dziećmi, rodzina wielopokoleniowa czy zespół w organizacji.

Ujmowanie zaburzeń w wymiarze szerszym niż klasyczne poznawanie problemów w terapii indywidualnej pozwala zobaczyć
trudności klienta w szerszej perspektywie. Najczęściej przyczyny problemów jednej osoby wynikają nie tylko z jej wad i ułomności, a są efektem złej komunikacji, trudności w relacjach z ważnymi dla klienta osobami. Podejmowanie leczenia diady partnerskiej lub całej rodziny daje trwałe efekty, pozawala zaplanować zmiany dla całego systemu rodzinnego.                                                 Para rozwiązując wspólnie z terapeutą swe problemy przeżywa i wyraża wobec siebie emocje, uczy się poprawnej komunikacji i planuje zmiany.  Najczęściej po pozytywnie zakończonej terapii para uczy przechodzenia się samodzielnie przez przyszłe kryzysy i czyni rodzinę silniejszą i bardziej odporną.

 

Specjalizacja

Obszary pomocy to: kryzys życiowy, zdrada, wypalenie uczuciowe i znużenie relacją z drugą osobą, utrata osoby bliskiej (m.in. na skutek wypadku, śmierci samobójczej, choroby terminalnej) i przechodzenie przez okres żałoby; utrata pracy, wypalenie zawodowe, stres w życiu osobistym i zawodowym; rozłąka związana z emigracją, nerwice, depresja i zaburzenie afektywne dwubiegunowe, stany lękowe.
Pracuje również z osobami, które przeżywają problemy związane z nieśmiałością i przełamywaniem barier w kontaktach społecznych, mają niskie poczucie własnej wartości, trudności w utrzymywaniu satysfakcjonujących relacji z ważnymi dla nich osobami, odczuwają poczucie pustki, braku spełnienia czy są od wielu lat samotne.

Swoją pracę poddaje stałej superwizji.

Autor: Piotr Kałowski

 

Potrzeba – jaka? czego?

Poprzednio na naszym blogu wspominaliśmy o tym, że wszyscy ludzie odczuwają te same, fundamentalne potrzeby, co posłużyło nam za punkt wyjścia do przedstawienia efektywnych sposobów, jak komunikować je sobie nawzajem. Wróćmy dzisiaj do tematu potrzeb, lecz tym razem – wiedząc już, jak o nich mówić – przyjrzymy się bliżej im samym.

Potrzeby to fundamentalny element człowieczeństwa. Są wspólne dla wszystkich ludzi i w dużej mierze mogą być zaspokojone tylko w ramach związku interpersonalnego. Co za tym idzie, nie są źródłem konfliktów – w końcu wszyscy potrzebujemy tego samego i możemy to otrzymać tylko od siebie nawzajem.

Psychologia jako nauka o człowieku (jak również psychoterapia) od dawna zajmuje się potrzebami, a wielu badaczy i autorów proponuje własne listy czy klasyfikacje potrzeb. Najczęściej jednak znaleźć możemy w nich takie potrzeby, jak potrzeba empatii, czyli bycia wysłuchanym i traktowanym poważnie; przynależności, czyli bycia traktowanym jako część związku, grupy, czy społeczności; znaczenia, czyli świadomości, że nasze życie jest wartościowe i sensowne; itp. Jak widać, rozumiane w ten sposób potrzeby odnoszą się do kwestii egzystencjalnych, uczuciowych. Nie mniej jednak, są niezwykle istotne: jak wiele w życiu schodzi na drugi plan, gdy brakuje nam poczucia sensu czy bycia kochanym!

 

Jeden cel – wiele dróg

W tym miejscu widzimy również inną, bardzo ważną charakterystykę potrzeb: obejmują sobą szerokie obszary życia, a więc mogą być zaspokojone na wiele różnych sposobów. Na przykład, każdy z nas zapewne będzie inaczej rozumiał takie kwestie jak miłość czy sens życia. Te konkretne sposoby zaspokajania ogólnych potrzeb to właśnie pragnienia. Potrzeba jedzenia może wyrażać się w pragnieniu zjedzenia wielu różnych potraw. Tak samo, potrzeba empatii czy przynależności może wyrażać się w pragnieniu spędzania czasu z partnerem na rozmowach, brania udziału we wspólnych zajęciach, czy samodzielnemu angażowaniu się w lokalne społeczności. To rozróżnienie pokazuje nam, dlaczego pomimo tych samych potrzeb, pragnienie ich zaspokajania może prowadzić do konfliktów interpersonalnych: często traktujemy nasze pragnienia jako wymagające kategorycznej i natychmiastowej uwagi, myląc je z ogólnymi potrzebami. Jak piszą terapeuci par Chiara Simeone-DiFranceso, Eckhard Roediger i Bruce Stevens:

Pragnienia mogą być przedmiotem negocjacji. To, czego chcemy często łączy się z potrzebą, a nawet jest z nią utożsamiane, lecz tak naprawdę nie jest konieczne dla przeżycia w dokładnie takiej formie, jakości czy ilości. Pragnień jest nieskończenie wiele i mogą się one nawzajem zastępować. Mogą również być krzywdzące, karzące i kompletnie niezwiązane z uniwersalnymi ludzkimi potrzebami (2015, s. 219).

Cytat ten pokazuje, że potrzeby mogą być wyrażone w bardzo zniekształcony sposób. Na przykład, potrzeba bycia kochanym może przyjąć postać nadmiernej zazdrości i zaborczości. Świadomość stosunku potrzeb do pragnień pomaga zrozumieć drugą osobę, osiągnąć większą dojrzałość emocjonalną (panowanie nad sobą) oraz wreszcie, osiągnąć kompromis i zaspokoić potrzebę w zdrowy sposób, z korzyścią dla obu stron związku.

 

Potrzeby niezaspokojone

Dlaczego w ogóle poruszamy temat potrzeb? Naturalną drugą stroną tej kwestii jest fakt, że niezaspokojone potrzeby są źródłem złego samopoczucia i obniżonego funkcjonowania, które może przejawiać się na wiele sposobów, często nie rozpoznawanych nawet jako problem! Często stanowią one jednak objawy wskazujące na to, że zasadna może być pomoc psychologiczna. Przyjrzyjmy się objawom niezaspokojenia potrzeb:

Potrzeby zaspokojone

Potrzeby niezaspokojone

Poczucie energii i motywacji Zmęczenie, apatia
Umiejętność odczuwania przyjemności Przygnębienie, znudzenie
Radość, otwartość i swoboda ekspresji Rozczarowanie, smutek
Zadowolenie, poczucie optymizmu Złość, stres, zwątpienie
Poczucie bezpieczeństwa, spełnienia Nerwowość, lęk

 

Natychmiastowe zaspokajanie wszelkich potrzeb nie jest możliwe, jednak jeżeli przez dłuższy czas zmagasz się z przykrymi emocjami, lecz także z uczuciem pustki, znudzenia, braku energii, apatii, czy nadmiernego lęku, rozwiązaniem może być pomoc psychologiczna. Oferowana w centrum „Twój Czas”pomoc psychologiczna opiera się przede wszystkim na uwzględnieniu indywidualnych potrzeb każdego klienta. A jak pisaliśmy w jednym z poprzednich artykułów, „czekanie aż przejdzie” nie zawsze okazuje się pomocne w przypadku problemów emocjonalnych.

 

Na podstawie:
Simeone-DiFrancesco, C., Roediger, E., Stevens, B. A. (2015). Schema Therapy with couples: A practitioner’s guide to healing relationships. Sussex, Wielka Brytania: John Wiley & Sons.

 

Od strategii do taktyki

W poprzednich naszych wpisach poświęcaliśmy uwagę komunikacji w związkach: przedstawialiśmy sposoby, jak skuteczniej mówić o własnych potrzebach, oraz jak wspólne rozwiązywać problemy. Opisane w tych artykułach porady wyznaczają użyteczną i efektywną strategię ogólnego postępowania – do jakiego stylu komunikowania się dążyć.

Każdy z nas jednak ma swój osobisty styl komunikacji: preferuje pewne sposoby wchodzenia w kontakt, unika innych, jest wyczulony na pewne sygnały od drugiej osoby, itp. W związku z tym, każda osoba, chcąc stosować wyżej wymienione porady, będzie to robiła na własny, indywidualny sposób. Biorąc pod uwagę to zróżnicowanie w sposobach mówienia i komunikacji, dzisiaj przyjrzymy się kwestii komunikacji w związku w bliższej – taktycznej – perspektywie.

 

Blokady w komunikacji

Dr Margot E. Brown, terapeuta par, opisuje szereg tzw. blokad w komunikacji, które nie pozwalają na konstruktywny dialog czy rozwiązanie problemu. Mechanizmy ich działania przypominają do pewnego stopnia zniekształcenia poznawcze  – opierają się na nazbyt ogólnych, nawykowych sposobach myślenia o partnerze i o tym, co chce on wyrazić. Brak porozumienia na temat istoty problemu spowodowany tego typu zniekształconym podejściem nie tylko powoduje, że problem trwa nadal, ale także sprawia, że problemy są potęgowane: narasta frustracja, zmęczenie, bezsilność… Biorąc pod uwagę konsekwencje, jakie mogą powodować, terapia par często adresuje (między innymi) blokady w komunikacji.

Podobnie jak w przypadku zniekształceń poznawczych w naszym toku myśli, tak również w naszej komunikacji między sobą warto przyjrzeć się nie tylko temu, co mówimy, ale też – w jaki sposób tym mówimy:

 

Wyciąganie bezpodstawnych wniosków: „Nie odzywa się… Musi być na mnie zły/zła.”

Wnioski, do których dochodzimy nawykowo (bo w przeszłości często się tak zdarzało) niekoniecznie muszą być prawdziwe, a działając na podstawie własnych przewidywań ignorujemy perspektywę partnera. Upewnienie się, czy nasza interpretacja sytuacji jest trafna nie tylko da nam lepsze informacje, ale też pokaże, że zależy nam na tym, aby zrozumieć naszego partnera.

 

Uogólnianie: „Zawsze tak robisz!”

Być może z naszego punktu widzenia pewne zachowania naszego partnera rzeczywiście wydają nam się ustawicznie się powtarzać, jednak stosując ogólniki, zamiast komunikowania naszych potrzeb i emocji – krytykujemy. Zarzut najczęściej wywołuje obronę. Tworzy się napięcie i problem schodzi na drugi plan, zastąpiony „wyciąganiem brudów.” Skuteczniejszym sposobem komunikacji w tym przypadku jest wzięcie odpowiedzialności za własne uczucia: „Czuję się przytłoczony/zdenerwowana tym, że…” W ten sposób pozwalasz swojemu partnerowi objaśnić swoje intencje i wyrazić, co on sam czuje – otwierasz drogę do wzajemnego zrozumienia.

 

Etykietowanie: „Jesteś leniwy/zły/nieczuła/okropna…”

Podobnie, stosując ogólne etykiety nadajemy naszym wypowiedziom krytyczny ton. Być może nasz partner ma inne pojęcie bycia leniwym czy nieczułym, więc nie zdawał sobie sprawy, że jego zachowanie jest dla ciebie nieprzyjemne! Znacznie skuteczniejszym sposobem jest mówienie o partnerze w kategoriach zachowań: „Czuję, że nie poświęcasz mi wystarczająco uwagi.” Nie traktując problemu jako osobistej wady partnera komunikujesz możliwość zmiany, a prezentując własną perspektywę dajesz partnerowi szansę ustosunkowania się do niej. Jest to pierwszy krok do rozwiązania problemu.

 

Obwinianie i krytykowanie:

Jak wspomnieliśmy wyżej, krytyka wyzwala chęć obrony, a ta – kolejnego ataku. Powstaje błędne koło kłótni  i problem pozostaje nierozwiązany. Postaraj się reagować na krytykę asertywnie: poproś partnera, aby nie zwracał się do ciebie w krytyczny sposób.

 

Pytania retoryczne: „Dlaczego to zrobiłeś? Nie wiedziałeś, że tak wyjdzie? Co sobie myślałeś?”

Pod przykrywką chęci zrozumienia partnera w istocie wyrażamy krytykę pod jego adresem. Nie chodzi nam wcale o porozumienie, przez co usłyszane odpowiedzi mogą być odebrane jako równie krytyczne i agresywne. Powstrzymanie się od dawania upustu swoim emocjom na rzecz zadawania rzeczywiście konstruktywnych pytań („Co chciałaś w ten sposób osiągnąć?” „Co innego sugerujesz?”) może być trudne, lecz na dłuższą metę pomoże w zażegnaniu kłótni i osiągnięciu porozumienia.

 

Automatyczne „nie:”

To kolejny przykład uogólniania. Nawet jeżeli rzeczywiście nie zgadzamy się na jakąś sugestię naszego partnera, przyjęcie do wiadomości tego, co ma do powiedzenia („Rozumiem, co masz na myśli…”), a następnie podanie swoich kontrargumentów pokaże twojemu partnerowi, że szanujesz jego zdanie pomimo, że się nie zgadzacie. Być może uda wam się osiągnąć kompromis, a nawet, jeżeli nie – unikniecie złości i krytyki.

 

Wiedza to połowa sukcesu – co dalej?

Być może udało ci się dostrzec wspólny element wszystkich opisanych powyżej blokad w komunikacji – wszystkie u swych podstaw mają nawykowe, automatyczne i ogólnikowe, czarno-białe myślenie: myśli typu „znowu to samo,” „na pewno nie,” czy traktowanie swoich emocji jako kategorycznej prawdy i dawanie im upustu. Złość, frustracja i stres są nieprzyjemnymi emocjami, jednak szybko ustępują, szczególnie, gdy uświadomisz sobie, że powodowane są nie tylko zachowaniem twojego partnera, ale także twoją interpretacją jego zachowania!  Przy odrobinie wysiłku wykształcenie nowych sposobów myślenia i komunikowania się jest możliwe. Nie sprawią one, że z twojego życia całkowicie znikną wszelkie negatywne emocje, jednak pozwoli ci on na skuteczniejsze radzenie sobie z nimi, podobnie, jak naukowiec z większym zapleczem wiedzy jest w stanie skuteczniej rozumieć i wyjaśniać badane zjawiska.

Kiedy odpowiednia jest terapia par?

Jeżeli próby rozwiązania problemów w związku nie przynoszą efektów bądź ty lub twój partner odczuwacie nasilony lęk, stres, smutek,  brak energii, bezsenność, albo utratę zainteresowania i motywacji – odpowiednim rozwiązaniem może okazać się terapia par. Terapeuci dysponują specjalistyczną wiedzą, dzięki której pomogą ci zmienić wywołujące cierpienie zachowania lub nawyki.

 

Autor: Piotr Kałowski
Na podstawie: Margot Brown, „The 72 Hour Rule: A Do-It-Yourself Couples Therapy Book!”

W poprzednim wpisie przyglądaliśmy się kwestii komunikacji w związku – jak mówić, aby być słyszanym. Wzajemne zrozumienie jest podstawą skutecznego zaspokajania nawzajem swoich potrzeb interpersonalnych, jednak czasami mierzymy się z sytuacjami, gdy za słowami muszą podążać czyny. Dlaczego nawet najszczersze chęci, aby radzić sobie z problemami i wspierać się nawzajem w związku czy w rodzinie czasami nie wystarczają? Aby odpowiedzieć na to pytanie, sięgnijmy najpierw do teorii, na której opiera się terapia par i rodzin, dążąc do pomagania osobom lepiej razem funkcjonować.

Podstawowe założenie mówi, że związek lub rodzina to system, którego całość jest czymś więcej niż sumą jego części. Oznacza to, że osoby w związku lub w rodzinie oddziałują na siebie nawzajem oraz, co za tym idzie, niemożliwe jest kompletne przerwanie komunikacji. Nawet milczenie jest sygnałem, często bardziej wymownym, niż mowa.

Niestety, czasami trudno jest mieć to wszystko na uwadze – życiowe wyzwania, niespodziewane problemy i frustrowane potrzeby niecierpliwią i wyzwalają nieprzyjemne emocje. Czujemy się przytłoczeni, źli i niezrozumiani, a dążenie do kompromisu zastąpione jest samym tylko atakiem lub obroną. Wzajemne obwinianie się i przerzucanie odpowiedzialności za wywołanie problemu nie prowadzi jednak do skutecznego rozwiązania ponieważ, jak właśnie wspomnieliśmy, wszyscy członkowie związku czy rodziny wywierają na siebie wzajemny wpływ. Tego typu zawężony sposób widzenia całego cyklu komunikacji w rodzinie często powoduje on przeciąganie i pogłębianie sporów.

 


Jednostronne widzenie sytuacji

 

Jak widzimy, nie sposób dojść do tego, kto ma rację i „kto zaczął,” a cała sytuacja przedstawiana jest w czarno-białych barwach: jedna strona jest całkowicie winna, druga – całkowicie poszkodowana. W wzajemnych relacjach rzadko tak bywa. Oto trafniejsze ujęcie:

 

Rzeczywista sytuacja

 

Widzimy tutaj wzajemne powiązania między osobami w związku czy członkami w rodzinie. Akcja jednej osoby wywołuje reakcję drugiej, co z kolei wywołuje kolejną reakcję pierwszej osoby… Jakkolwiek trudności i stresujące sytuacje są we wspólnym życiu nieuniknione, błędne rozwiązanie takiej początkowej trudności (idąc dalej za naszym przykładem – naciskanie na jedną osobę, aby przestała się wycofywać) powoduje, że urasta ona do długotrwałego, poważnego problemu. Innymi słowy – powstaje błędne koło.

Jak je przerwać? Na szczęście, zasada wzajemnego wywierania wpływu działa w obie strony – mianowicie, pozytywna zmiana jednej osoby w związku czy w rodzinie doprowadzi do zmiany u partnera czy u pozostałych członków rodziny. Podobnie jak wstępna trudność nie przeradza się od razu w konflikt, tak samo praca nad skuteczniejszą formą rozwiązywania problemów także będzie trwała dłużej, niż tylko jedna rozmowa na ten temat. Warto jednak budować zdrowe wzorce rozwiązywania problemów ponieważ odnoszą się one do wszelkich trudnych sytuacji, bez względu na ich treść. Proces dochodzenia do rozwiązania dzielimy na pięć faz. Dzięki temu łatwiej jest określić, gdzie obecnie znajdujemy się na drodze ku rozwiązaniu. Także, rozwiązanie często jest dużym, odległym celem. Podzielenie go na pięć mniejszych etapów nadaje naszym wysiłkom kierunek. Pięć faz rozwiązywania problemu to:

1. Identyfikowanie problemu: Aby rozpocząć wspólne docieranie do kompromisu, należy uzgodnić, gdzie leży problem. W tym celu powinien być on przedstawiony w kategoriach zachowań (np. „Spędzasz ze mną za mało czasu” zamiast „Nie kochasz mnie!”). Takie ujęcie istoty problemu otworzy drogę do szukania rozwiązań oraz pozwoli śledzić postępy w dążeniu do nich.

2. Szukanie rozwiązań: Jak wspomnieliśmy wyżej, niektóre problemy powstają w wyniku uporczywych prób poradzenia sobie z pewną trudnością w nieefektywny sposób. Na tym etapie rozwiązywania problemu postarajcie się wymyślić jak najwięcej nowych rozwiązań, pamiętając, aby przedstawiać je w kategoriach zachowań.

3. Ocenianie rozwiązań: Teraz czas na zdecydowanie, które z opracowanych rozwiązań będzie najlepsze. Kryteria wyboru zależą od was, jednak najlepiej byłoby, aby rozwiązanie odpowiadało wszystkim osobom, których problem dotyczy i aby były one w stanie wprowadzić je w życie.

4. Wprowadzenie nowego zachowania: Nie wszystkie problemy zostaną rozwiązane w jeden dzień, dlatego dajcie sobie trochę czasu na przetestowanie nowego sposobu radzenia sobie! Sam fakt, że wspólnie uzgodniliście, co zrobić i podjęliście decyzję aby spróbować tę zmianę wdrożyć może działać motywująco.

5. Ocena wprowadzonego zachowania: Aby nie popaść w kolejne błędne koło nieskutecznego rozwiązania nasilającego problem, po pewnym okresie czasu należy wspólnie sprawdzić, jakie zmiany udało wam się wprowadzić: czy rozwiązanie zadziałało? Jeżeli tak, to dzięki czemu? Jeżeli nie, to co według was należy zmienić? Potraktujcie tę próbę jako nowe doświadczenie i pamiętajcie, że zawsze możecie wrócić do etapu drugiego i spróbować ponownie. Ryzyko jest niewielkie, a korzyści potencjalnie bardzo duże.

 

Powyższe pięć etapów to ogólna strategia rozwiązywania problemów. Pamiętajcie, aby na każdym etapie starać się stosować zasady efektywnej komunikacji jako taktykę zrealizowania tej strategii. Wreszcie, jeżeli czujecie, że dojście do skutecznego rozwiązania was przerasta, warto rozważyć terapię par lub rodzin. Na pewno nie zaszkodzi, a może okazać się bezcennym impulsem, który zapoczątkuje trwałe, pozytywne zmiany.

 

Autor: Piotr Kałowski