Lubię, gdy… Rzecz o akceptacji własnej seksualności

9 maja 2018

W mediach obecne są różne podejścia do seksualności człowieka. Pojawiają się osądy osadzające się na chrześcijańskiej moralności, obecna jest również liberalna koncepcja “niewchodzenia nikomu do łóżka”. Na coraz większą skalę pojawiają się koncepcje środowiska LGBTQ+, podkreślające rozdzielność płci fizycznej, psychicznej, społecznej oraz kulturowej. O seksualności mówi się w różnych kontekstach i z różnych perspektyw. Ale czy równie często zadaje się pytanie o to, co jest czynnikiem sprzyjającym konstruowaniu czyjejś seksualności? Mówiąc inaczej, jak to się dzieje, że coś uznawane jest za seksualnie elektryzujące?

 

Popęd seksualny jest głównym pojęciem, gdy mowa o seksualności. Pojęcie popędu – wywodzące się z behawioryzmu, a spopularyzowane przez psychoanalizę – opiera się na założeniu o impulsach, które jednostka odczuwa w odpowiedzi na bodziec seksualnie pobudzający. Odczuwanie podniecenia, a poprzez to seksualność, sprowadza się do potrzeb – jak powiedzielibyśmy językiem Maslowa – niższego rzędu, przy czym jest to jedyna potrzeba tego typu, którą możemy świadomie kontrolować.

 

W sukurs podejściu popędowemu przychodzą także teorie opierające się na etologii, czyli nauce o zachowaniu zwierząt, w których głównym efektem stosunku seksualnego ma być reprodukcja. Opowieści o różnych gatunkach zwierząt, które w różnych sposób rozładowują napięcia seksualne, mają naturalizować różnorodne sposoby zaspokajania potrzeb seksualnych u ludzi. Stosunki seksualne dwóch samców na przykład lwa podawane jest niekiedy jako pozytywny (sic!) przykład na istnienie w szeroko pojętej naturze stosunków homoseksualnych. W historiach pojawiały się także historie o szympansach, których rytuały seksualne związane są z agresją. W tych podejściach zdecydowanie brakuje zasadniczego pytania o rolę seksualności w społeczeństwie ludzkim. Opisane teorie w pewien sposób upraszczają kwestię seksualności człowieka, redukując ją do zaspokajania odzwierzęcych potrzeb.

 

Randall Collins zadał sobie pytanie o to, w jaki sposób popęd jest konstruowany. Wiemy z historii, że seksualność zmieniała się. W jaki sposób coś jest dla człowieka podniecające? Teoria Collinsa wyjaśnia zachowania seksualne jako swego rodzaju nośniki symboli, narzucane przez wytwarzaną kulturę. Seks jest natomiast potraktowany jako rytuał interakcyjny, którego elementy składają się na pewną całość, skupiającą się w poczuciu uniesienia, rozpoznawania emocjonalnego symbolu, przyjemności z przebywania z kimś blisko oraz spełnienia. Collins twierdził, że rytuał tego typu jest możliwy, jeżeli zaistnieją po temu odpowiednie warunki, czyli cielesna współobecność, wzajemne skupienie uwagi, podzielany wspólnie nastrój chwili oraz intymność (odgrodzenie od innych ludzi). Przyrównał seks do rozmowy, której elementy są konstruowane społecznie, a podniecenie jednej osoby jest zwrotne i potęguje podniecenie drugiej.

 

Z wiedzy o społeczno-kulturowej konstrukcji seksualności można wyciągnąć wniosek, że żadna społecznie przyjęta forma nie powinna być potępiana. Natomiast argumenty biologiczne (nazywane też naturalistycznymi) to tym, że jakaś forma seksualności nie występuje w przyrodzie lub jest formą ewolucyjne redundantną, tracą rację bytu wobec argumentów Collinsa. Seksualność jest czymś intymnym i prywatnym, w co ingerować mogą jedynie osoby biorące świadomy udział w rytuale interakcyjnym. Akceptacja jest jej naturalnym elementem.


Autor: Paweł Zalewski